sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 12. Początek kłopotów.


Te chwile w życiu, gdy uczyliśmy się próbować,
Tylko z jedną intencją,
Uczenia się jak będzie, gdy umrzemy,
Ale nie potrafiliśmy słuchać.
Black Veil Brides "Carolyn"


Veronique leniwie uniosła powieki, słysząc bliżej nieokreślone krzyki rozchodzące się po domu. Po chwili dotarło do niej, że głos ten należał do Kaina. Podniosła głowę z ramion, które splecione na blacie biurka posłużyły jej jako poduszka. Wampirzyca poczuła na skórze niekomfortowy chłód, którego źródłem była wilgotna odzież. Błękitne oczy spojrzały na łóżko. Olivia spała, przykryta grafitową kołdrą po czubek nosa. Spod pierzyny wystawały jedynie jasne włosy.
Wampirzyca wstała ze swojego miejsca i, ziewając, wyszła z pokoju. Jak gdyby nic zeszła do kuchni. Gdy tylko przekroczyła próg, zaczęła żałować, że opuściła swój azyl.
Przy stole barowym siedział Kain. Miał na sobie czarną koszulkę z krótkim rękawem oraz sprane spodenki. Kasztanowo-rude włosy sterczały mu na wszystkie strony, w złotych oczach gościł dziwny blask, a na ustach widniał kpiący uśmieszek.
– Musiałeś się tak wydzierać? – fuknęła na brata, podchodząc do lodówki.
Kain obserwował dziewczynę czujnym spojrzeniem.
– Nie, ale mógłbym przysiąc, że czuję w tym domu człowieka, co jest raczej niemożliwe, prawda, siostro?  – powiedział spokojnie i upił łyk ciepłego napoju ze swojego charakterystycznego kubka z kreskówkowymi postaciami.
Veronique obróciła się i spojrzała morderczo na starszego wampira. W rękach trzymała paczkę wędliny, pomidory oraz sałatę. Nie odzywając się, podeszła do kuchennego blatu i w ekspresowym tempie zaczęła przygotowywać śniadanie. Gdy na białym, porcelanowym talerzu zagościły kanapki, a obok w jasnej filiżance gorąca kawa, całość wylądowała na dość sporych rozmiarów tacy w kolorze niebieskim z kwiatowym motywem.
– Jednak miałem rację – powiedział Kain, przerywając ciszę. – Ktoś u ciebie jest.
– Co nie znaczy, że powinieneś się tym interesować – odfuknęła dziewczyna, nie patrząc na brata, i wyszła z kuchni.
Po drodze trafiła na równie zaspaną Lilith, która nie zwróciła nawet najmniejszej uwagi na swą latorośl. Veronique minęła matkę ze sztucznym uśmiechem na ustach i skierowała kroki do sypialni.
– Dzień dobry, Kain – powiedziała Lilith, wchodząc do kuchni.
Nie czekając na odpowiedź, nalała sobie gorącej kawy. Z pierwszym upitym łykiem poczuła się o niebo lepiej. Zerknęła na swego pierworodnego z nieukrywaną ciekawością.
– Stało się coś, że jesteś taki zadowolony? – spytała jak zawsze chłodnym tonem.
Młodszy wampir pokręcił głową, lecz mimo to zaśmiał się pod nosem.
– To nic takiego. Veronique tylko sprowadziła człowieka do domu, ale to przecież nie jest ważne – odparł mężczyzna, patrząc zaciekle w oczy rodzicielki.
Ta tylko uniosła nieznacznie kąciki ust w kpiącym uśmiechu.
– Nic z tym nie zrobisz? – spytał chłopak z wyraźnym wyrzutem w głosie.
Lilith z westchnieniem odłożyła filiżankę na blat.
– A co mam z tym zrobić? – spytała retorycznie. – Jest dorosła i na tyle rozsądna, by nie wpakować się w kłopoty. Możemy mieć tylko nadzieję, że ten tajemniczy gość nie ma nic wspólnego z łowcami – powiedziawszy to, otworzyła lodówkę i wyjęła z niej przeźroczystą prostokątną torebkę wypełnioną szkarłatną, gęstą cieczą.
Plastikowy zawór, znajdujący się z jednej strony, wcisnęła do środka i przyłożyła do ust. Po chwili zimny płyn wypełnił usta wampirzycy.
– Pod naszym dachem jest człowiek, który w każdej chwili może zawitać do naszej kuchni, a ty się raczysz krwią? Mówił ci już ktoś, że jesteś szalona, Matko?  – spytał Kain, patrząc z niedowierzaniem na kobietę.
– Wiele razy, mój synu. – Zaśmiała się, kończąc swój posiłek.
Zużyte opakowanie wyrzuciła do srebrnego kosza znajdującego się pod zlewem.
– Wracam do siebie, za niedługo wychodzę. Mam parę spaw do załatwienia – powiedziała po chwili, ujmując w dłonie niedokończoną kawę. – A ty, skoro i tak nie robisz nic produktywnego, możesz sprawdzić, kogo to sprowadziła Veronique do naszego domu.

Jasne powieki, na których znać było resztki wczorajszego makijażu, zadrżały, czując wdzierające się do pomieszczenia promienie słoneczne. Z pomrukiem niezadowolenia zielone oczy ujrzały światło dzienne. Powoli i uważnie rozejrzały się po pokoju, by na końcu zatrzymać spojrzenie na tacy z jedzeniem i na pięknej, czarnowłosej kobiecie przy biurku. Unosząc się na prawym ramieniu, Olivia przywitała się nieśmiałym „cześć”.
– W nocy wydawałaś się być bardziej rozgadana – zażartowała sobie z gościa wampirzyca.
Veronique wstała, trzymając w dłoni filiżankę z kawą, i podała ją Olivii. Dziewczyna z wdzięcznością przyjęła ciepły napój. W pokoju panował nieprzyjemny chłód za sprawą uchylonego okna oraz ustępującej deszczowej pogody.
– Dziękuję – powiedział Olivia, siadając na łóżku.
Dopiero w tamtej chwili Veronique spostrzegła, że ta była tylko i wyłącznie w bieliźnie oraz koszulce, którą miała na sobie wieczorem. W świetle dnia wyglądała jeszcze lepiej. Jasne blond włosy opadały na ramiona, mieniąc się refleksami w kolorze miodu.  Śniada cera, smukła sylwetka, pełne malinowe usta i te niepowtarzalne oczy. Szmaragdy okalane wieńcem gęstych i czarnych, jak pióra kruka, rzęs.
– Wybacz – powiedziała dziewczyna, widząc zdziwione spojrzenie wampirzycy. – W nocy było mi niewygodnie w mokrych jeansach.
– Nie kłopocz się – uprzedziła wyjaśnienia Veronique. – Rozumiem. Jesteś głodna? – spytała.
– Umieram z głodu, ale nie chcę sprawiać kłopotu – odpowiedziała, rumieniąc się i spuszczając głowę.
– To nie kłopot. Wypij kawę, ubierz się. Na biurku jest śniadanie, więc się częstuj.
– A ty? – spytała Olivia, patrząc nieśmiało na wybawicielkę.
Veronique w tym czasie wstała i podeszła do szafy.
– Już jadłam – skłamała, nie patrząc na onieśmieloną dziewczynę. – Idę do łazienki. Zaraz wracam – powiedziawszy to, wyszła z pokoju po raz drugi, zostawiając Olivię samą sobie.
Olivia dokończyła napój i odłożyła filiżankę na brzeg biurka. Pod nieobecność Veronique postanowiła się trochę rozejrzeć po pokoiku i dowiedzieć się czegoś więcej o swojej wybawicielce. W jedną rękę ujęła kanapkę, drugą zaś przeglądała rzeczy znajdujące się na biurku. Nic szczególnego nie przykuło jej uwagi, co mocno ją zirytowało. Pomimo że była bardzo nieśmiałą dziewczyną, była też bardzo ciekawska.
Odeszła od biurka i podążyła do szafek wiszących naprzeciw wielkiej szafy, która swymi zdobieniami wprawiła dziewczynę w zachwyt. Podeszła do półek i, przełykając ostatni kęs, zaczęła przeglądać bibeloty czarnowłosej dziewczyny. Natrafiła na stare płyty gramofonowe, co ją zdziwiło, w pokoju nie zauważyła bowiem odpowiedniego sprzętu do ich odtwarzania. Znalazła wisiorki jakby z innej epoki. Parę starych, czarno-białych fotografii, na których widniały różne osoby, jednak żadna z nich nie przedstawiała mieszkanki pokoju. Wyszukała również pożółkłe listy, które zaadresowano starannym pismem.
Mając wrażenie, że osoba mieszkająca w tym pokoju była niezwykle sentymentalna, udała się z powrotem do biurka. Usiadła na wygodnym krześle i zaczęła pałaszować kolejną kanapkę, gdy jej wzrok przykuł plastikowy, czarny prostokąt – laptop. Nie mogąc się powstrzymać, otworzyła urządzenie. Jej oczom ukazał się ekran, ozdobiony depresyjną tapetą z dominującymi ciemnymi kolorami.
Wiedziona nieodpartą ciekawością kliknęła dwukrotnie na ikonkę folderu, którego nazwa nic jej nie mówiła.
Legendy i baśnie francuskie=Poprzez wieki z istotami ciemności Znamię wampira  – czytała na głos tytuły poszczególnych plików. – Ktoś tu jest fanatykiem – zaśmiała się w duchu.
Gdy zamknęła plik, weszła w przeglądarkę, która zaraz po uruchomieniu otworzyła paręnaście stron. Zielone oczy z iskrą podniecenia przyglądały się wynikom wyszukiwania. Na każdej karcie widniała podobna treść. Rysopis jakiegoś mężczyzny, po czym na mapie zaznaczone różne miejsca.
W ostatniej karcie była otwarta poczta e-mailowa. Olivia kliknęła w najnowszy list i pośpiesznie go przeczytała.

Witaj, Veronique.
Na Twoim miejscu zaprzestałbym poszukiwań. Doskonale wiesz, że jest to niemożliwe, by on żył. Rozumiem, przeczucia przeczuciami, ale dla mnie to czysty absurd. Ja też straciłem wiele mi bliskich osób, bo całą moją rodzinę, też miewam wrażenie, że odczuwam tę więź, która mnie łączyła z potomkami. Lepiej się pogódź z tym, że on nie żyje, niż miałabyś zwariować.
Zrobiłem dla Ciebie wszystko, co w mojej mocy, by go odszukać. Jak dotąd bezskutecznie. Jeżeli ja nie potrafiłem go odnaleźć, to nikt tego nie zrobi. Wybacz, Veronique, ale tak przedstawiają się fakty.
Twój odwieczny przyjaciel,
Arthur.

Słysząc na korytarzu kroki, zamknęła komputer i z wyrazem rzekomego znudzenia na twarzy wpatrywała się w drzwi. Po chwili do środka weszła odświeżona Veronique. Czarne, falowane włosy swobodnie opadały na szczupłe ramiona. Przemoczone ubrania zastąpiły świeże, pachnące różaną wodą toaletową. Jasna bluzka w  kolorze bladego błękitu podkreślała majestatyczny kolor tęczówek dziewczyny. Granatowe, wąskie jeansy idealnie opinały długie smukłe nogi. Bose stopy miały paznokcie ozdobione czarnym lakierem.
Dopiero po chwili Olivia zorientowała się, że wpatrywała się w wampirzycę jak oniemiała, i na dodatek nadal nie założyła spodni. Zażenowana swoim prostackim zachowaniem jak oparzona zeskoczyła z fotela i w pośpiechu, jakby poganiał ją sam diabeł, ubrała brakującą część garderoby.
Veronique stała ze skrzyżowanymi rękoma na piersi, a na jej bladej twarzy malował się uśmiech. Była to miła odmiana, już od wielu lat nie miała bowiem powodów do śmiechu. Zgrywając się, że niby nie zauważyła dziwnego zachowania gościa, przekrzywiła głowę i spytała z uśmiechem:
– Odprowadzić cię na przystanek? Czy może wezwać taksówkę?
Olivia wygładziła dłońmi ubrania, po czym złapała się za ramiona cała czerwona ze wstydu na twarzy.
– Jeśli to nie kłopot, to mogłabyś mnie odprowadzić – odparła poważnym tonem.
Wampirzyca tylko kiwnęła głową i wskazała dłonią drzwi. Schodząc za Olivią po schodach, modliła się w duchu, by nie wpaść na Lilith lub, co gorsza, na Kaina.
W momencie, gdy obie dziewczyny zakładały buty, jak na zawołanie z kuchni wyłoniła się tak dobrze znana wampirzycy kasztanowo-ruda burza włosów.
– Veronique! – zawołał Kain; dziewczyna doskonale zdawała sobie sprawę, że zrobił to specjalnie dużo głośniej, niż by wypadało.
Z kamiennym wyrazem twarzy oraz z morderczym spojrzeniem zerknęła ku bratu.
 – Nie przedstawisz nas sobie? – spytał, wchodząc do holu.
Olivia stała w kącie pomiędzy garderobą a drzwiami frontowymi. Wyglądała jak mała, spłoszona mysz, nie mająca bladego pojęcia, gdzie mogłaby się ukryć przed olbrzymim kocurem.
– Kain, to nie jest odpowiedni moment. – Wampirzyca warknęła wściekle na mężczyznę, opierającego się o wejście do salonu i przenikliwym spojrzeniem lustrującego ciało jasnowłosej dziewczyny. 
Coraz bardziej zirytowana postawą brata, Veronique stanęła na wprost niego, starając się zasłonić Olivię. Atmosfera zaczynała się robić coraz gęstsza. Veronique mimowolnie zaczęła uwalniać pokłady aury.
Uspokój się, usłyszała w głowie ostrzegawczy ton głosu Kaina.
W moment się opanowała i z troską spojrzała za siebie. Olivia stała lekko skulona w sobie i z przerażeniem patrzyła na, w gruncie rzeczy, dwójkę obcych jej ludzi.
– Wybacz moje maniery. – Kain postanowił rozładować napięcie.
Delikatnie, aczkolwiek stanowczo odsunął od siebie siostrę i podszedł do Olivii, wyciągając przed siebie dłoń w przyjacielskim geście.
– Jestem Kain, brat Veronique – powiedział wesoło.
Olivia zamrugała zszokowana, a spojrzenie zielonych oczu przenosiło się co i rusz z jednego wampira na drugiego.
– Bratem? – spytała zaskoczona, delikatnie przy tym uścisnęła dłoń młodzieńca. – Olivia, ale mów mi Liv – przedstawiła się. – Jesteście spokrewnieni? – To pytanie skierowała do dziewczyny łypiącej nieprzychylnym okiem na młodego mężczyznę.
– Tak – odpowiedziała Veronique, sztucznie się przy tym uśmiechając. – Mieliśmy innego ojca – dopowiedziała, by rozwiać wszelkie wątpliwości. – A teraz wybacz, braciszku, ale Olivia zaraz się spóźni na autobus. – Veronique włożyła w te zdanie tyle jadu, ile tylko zdołała.
– Nie zatrzymuję was – odparł z równie wrednym uśmiechem, po czym spojrzał na niższą dziewczynę. – Olivio, wpadnij jeszcze do nas. Niedawno się wprowadziliśmy i Veronique nie zna nikogo w tym mieście. Nie przyzna się do tego, ale brakuje jej towarzystwa.
Twarz Olivii rozpromieniła się w uśmiechu.
– Oczywiście, z miłą chęcią – powiedziała radośnie i zerknęła niepewnie w stronę wampirzycy. – O ile Veronique nie będzie miała nic przeciwko.
Wampirzyca, czując, że została zapędzona w kozi róg, musiała dać za wygraną.
– Jasne, czemu nie – odparła.
– Tak się cieszę.– Olivia uradowała się jeszcze bardziej. – Milo było cię poznać, Kain. – Skinęła chłopakowi na pożegnanie, po czym, silnie wypchana przez Veronique, obie opuściły dom.

Po niespełna dwudziestu minutach Veronique wróciła, trzaskając drzwiami. Wytężyła zmysły, sprawdzając, czy Lilith nadal była w domu; zadowolona z tego, że matka pod jej nieobecność zniknęła, ruszyła do salonu, skąd dobiegały dźwięki telewizora.
Kain, słysząc, jak ktoś wchodził, wstał z sofy. Widząc, że to jego siostra, u której w oczach gościła istna żądza mordu, a wokół niej powietrze aż drżało od uwalnianej mocy, wyraz jego twarzy z zadowolonego zmienił się w grymas bólu w momencie, gdy zaciśnięta w pięść dłoń wbiła mu się pod żebra. W pokoju wpierw rozległ się dźwięk łamanych kości, by później zawtórował mu odgłos roztrzaskiwanego telewizora i gruchotanych mebli.
– Ty zawsze wetkniesz nos w nieswoje sprawy! – krzyczała Veronique, przygniatając brata do ziemi mocnym uderzeniem stopy. – Zawsze! Tak jakby to był twój interes, kto śpi w moim pokoju! – wykrzyczała wściekle i odeszła od wampira, stając za sofą i dysząc z nadmiaru negatywnych emocji.
Czasem sama nie zdawała sobie sprawy, jak silna była.
Kain ze stęknięciem wstał ze sterty połamanych rzeczy. Z sykiem obejrzał się na swoje plecy, z których wystawały pokaźnych rozmiarów kawałki plazmy. Z ran sączyła się krew. Wampir wziął parę głębokich oddechów i spojrzał na rozjuszoną siostrę.
– Dziwnym trafem umknęło twojej uwadze, że ta dziewczyna wyglądała jak jakaś bogini – powiedział, zaciskając zęby z bólu.
– Wiem, i co z tego? – Veronique spytała już łagodniej, gestem nakazując mu, by się obrócił do niej plecami.
Mało delikatnie zaczęła wyszarpywać kawałki szkła i plastiku ze skóry Pradawnego.
– Nie chcę, byś znowu cierpiała. Wyszedłem z kuchni, bo chciałem sprawdzić, kto to. Nie sądziłem, że to będzie dziewczyna, na dodatek tak ładna.
Czując, że wampirzyca pozbyła się wszystkich odłamków z jego ciała, zwrócił się do niej twarzą.
– Skoro tak ci zależy, bym nie cierpiała, to po co ją zaprosiłeś ponownie? Chciałam ją tylko odprowadzić na przystanek i zwyczajnie zapomnieć, że ktoś taki jak Olivia Dark istnieje.
Veronique zmęczona nagłym wybuchem aury opadła na sofę, nie patrząc na rannego brata. Nie miała o co się martwić. W ciągu piętnastu minut znów będzie zdrów, bez żadnych śladów po ranach i połamanych kości.
Kain, nie wiedząc, co ze sobą zrobić, usiadł obok siostry.
– Zapomnieć? – W jego głosie czuć było nutę kpiny. – Veronique, przez ponad siedemset lat nie umiesz zapomnieć o nim, a o tej dziewczynie byś dała radę? Nie mam pojęcia, co musisz czuć tu – wampir przybliżył się do siostry i dłonią dotknął jej piersi, w miejscu, gdzie kołatało jej serce – ale wiem jedno, cholernie cię tam boli. I teraz, gdy dostajesz niewinną wersję Alexandra jak na dłoni, to jej nie wypuścisz.
Veronique westchnęła i spojrzała za okno. Znowu padało. Kain powędrował za spojrzeniem siostry.
– Wiem, dlaczego nigdy nie chciałaś opuszczać Anglii. Jest tak samo ponura i depresyjna jak ty.
– Filozofujesz – odpowiedziała chłodno, wstając przy tym z kanapy.
Rozejrzała się po salonie i panującym w nim chaosie.
– Ty zamawiasz identyczny telewizor i szafkę w tempie ekspresowym, a ja biorę się za porządek – powiedziała rozkazującym tonem i poszła w kierunku piwnicy w zamiarem poszukania przyborów czyszczących.

7 komentarzy:

  1. Co do dywizów i pauz, oto instrukcja:

    http://sekrety--worda.blogspot.com/2013/08/zamiana-dywizow-na-popauzypauzy.html

    Poprawne... Zobacz jak te zwroty wyglądają. Powtórzeń można unikać dzięki wyrazom bliskoznacznym. Poza tym - zamierzone powtórzenie nie jest złe, nadaje akcji tempa, ekspresji, emocji, ale oczywiście z tym ostrożnie. Nie wiem, ale byłam korektorką i podobni ludzie mnie uczyli. Nie wiem nawet skąd te "zwroty" się wzięły i dlaczego nie są tolerowane, ale czasem trzeba się ugiąć i tego unikać. W książkach tego nie ma. (Mam tutaj na myśli książki wydawane w przyzwoitych wydawnictwach, bo co do jakości niektórych powstają poważne wątpliwości, zresztą słusznie). Nie trafiłam jeszcze na taką i dzięki Bogu, bo bym ją spaliła.
    Cóż, na swoim blogu pisz jak chcesz, ale gdyby kiedyś trzeba coś poprawić... Mogę pomóc.

    Cieszę się, że nie ominęłaś mojego komentarza i próbowałaś się dowiadywać. To znaczy, że chcesz poprawiać ewentualne błędy. Wierz mi, niektórzy nie chcą i próbują robić ze mnie idiotkę, gdy im je wytknę, bo przecież wiedzą najlepiej... I nieważne, że ich fabuły są dobre, a moim zamiarem było pomóc, nie zmieszać z błotem.

    Jeśli też chodzi o rzeczy techniczne, formatowanie tekstu, gdy będzie jakiś problem, z chęcią go rozwiążę. Co dwie głowy, to nie jedna;) Jestem na: neveth.n@gmail.com

    Pozdrawiam,
    Dess

    OdpowiedzUsuń
  2. "w rękach trzymała paczkę szynki". Hahah, może jest to spowodowane moim odchyłem, ale ten zwrot bardzo mnie rozśmieszył..

    Czytam sobie i komentuje tak jak obiecałam i już mi się nawet nie chciało poprawiać błędów, których nie było tak mało. Tylko dwie uwagi: dwa kolory, np. czarno-biały oddzelamy myślnikiem, pamiętaj, żeby myśliniki w dialogach zawsze przedzielać spacją, proszę :]

    Tak się zastanawiam jakież to poważne plany masz związane z Klątwą. Chcesz ją wydać? Jeżeli tak, to czy dostąpię tego zaszczytu dostania egzemplarza z autografem? *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Boga, wyłącz weryfikację obrazkową, please!

    OdpowiedzUsuń
  4. Łap nominację ;)

    http://dom-zagadek.blogspot.com/2013/09/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  5. No hej!
    Przeczytałam całość. Gdzieś tam napisałaś, że masz 22 lata i to można zauważyć w sposobie , w który piszesz. Brak totalnej naiwności, charakteryzującej nastolatki. Bardzo fajnie się to czyta. Pooglądałam sobie bohaterów i po nich sądzę, że masz całe opowiadanie przemyślane i pewnie tak jak ja, wypunktowane. Co, z kim, kiedy, w jaki sposób, wszystko to tworzy logiczną całość. Nie jesteśmy zawodowymi pisarzami, zresztą oni też robią błędy, ale mają od tego sztab ludzi. W całym tekście zauważyłam trochę literówek, parę nie takich końcówek. To wszystko się wytnie , nie jest aż tak istotne.
    W pierwszym rozdziale masz zachwianą ramę czasową. Te "dwa lata później" nijak nie pasują do poprzedniego tekstu.
    Będę czytać to opowiadanie, bo mnie wciągnęło. Wiem, że piszesz jeszcze dwa, ale ja nie przepadam za ff, więc sobie odpuszczę. Mam nadzieję, że za to się nie obrazisz.
    Masz talent.
    Aha, już gdzieś, na innym Twoim blogu, pisałam o bliźniakach. Przyznam się szczerze, że to kawał ciężkiej roboty. Ja też przez całe młodzieńcze życie o nich marzyłam. Spełniło się, tylko, że mam parkę,która od tylu lat daje mi ostro do wiwatu.
    Życzę weny i pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kain jest bratem, którego bardzo chciałabym mieć. Wredny, a zarazem uroczy na swój sposób. Jedyne, co mi się nie podoba, to że (a przynajmniej odnoszę takie wrażenie) wszystko musi być takie, jak on chce. A do tego Liv, która zniesmaczyła mnie swoim zachowaniem. Nie toleruję ludzi, którzy grzebią w czyiś rzecz i nie ważne jakie mają ku temu powody. Liczę na to, że już się więcej nie pojawi, bo zaczyna grać mi na nerwach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,
    Vernique wciąż szuka śladów po Aleksanrze, cóż Oliwia mnie trochę wkurzyła takim grzebaniem w cudzych rzeczach...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń