wtorek, 19 listopada 2013

ROZDZIAŁ 15. Gasnąca nienawiść.

Wykrwawiam się
Jeśli ostatnią rzeczą, którą zrobię,
Będzie zniszczenie Ciebie
Wykrwawię się dla Ciebie
Więc obnażam skórę
I liczę swe grzechy
I zamykam oczy
I zaczynam rozumieć
Wykrwawiam się.
Imagine Dragons "Bleeding out"


Postawny mężczyzna przystanął przed drzwiami sklepu wielobranżowego. Zielono-złote oczy zajrzały przez szybę, lustrując wnętrze. Rozpuszczone włosy sięgające ramion miały kolor ciemnego brązu. Przybysz uśmiechnął się, widząc krzątającego się w środku punka. Nacisnął klamkę pomimo wyraźnego komunikatu, że sklep był już nieczynny.
– Widzę, bracie, że nie masz czasu na opierdzielanie się – odezwał się intruz.
Widocznie od niego młodszy chłopak z irokezem głowie wychylił się zza jednego regału. Gdy spostrzegł, z kim miał do czynienia, roześmiał się i podbiegł do nowoprzybyłego mężczyzny. Przygarnął go na chwilę do siebie, poklepał przyjacielsku po plecach, po czym, trzymając go za barki, odsunął, by móc się mu dokładniej przyjrzeć.
– Max – powiedział Nathan, kręcąc głową z niedowierzania. – To naprawdę ty? Wyrosłeś.
– Daj spokój, młody. Chyba przez trzy lata aż tak się nie zmieniłem, co?
– Zbrzydłeś, jeśli o to pytasz. – Zaśmiał się łowca, rozglądając się po pomieszczeniu.
– Jeszcze nie wrócili – powiedział Max, jakby wyczuł, kogo Nathan szukał wzrokiem.
– Wiem, jednak mogą to zrobić w każdej chwili. Wiesz, że jeśli Georg cię zobaczy, nie będzie szczędził kul?
Max wyminął młodzieńca. Jego kroki głucho odbijały się po pustym sklepie. Przystając przy ladzie, oparł się o nią i zaczął poharatanymi dłońmi przeszukiwać kurtkę.
Nathan zestresowany obserwował poczynania przyrodniego brata.
Tak naprawdę obaj nie mieli pewności, czy byli rodzeństwem, jednak gdy kiedyś rozmawiali na temat swoich ojców, nie mogli się oprzeć zdumiewającemu wrażeniu, że mówili o jednej i tej samej osobie.
– Czyli ten narwaniec wcale się nie zmienił przez te lata, co? – mówiąc to, Max wyjął z kurtki złożoną wpół kopertę. – Dziwię się, że możesz z nim wytrzymać.
– Czasem sam się dziwię, jednak mam u niego dług. Gdy mnie znalazł, to mnie nie zabił. Każdy inny łowca nie wahałby się poderżnąć mi gardła.
– Ciebie nie zabił, jak byłeś zasmarkanym dzieckiem, jednak innemu zamordował matkę – dodał smutnym głosem Max. – Ironia losu. Nath, nie zastanawiałeś się nigdy nad tym, jak wielkim absurdem jest twoje życie? Do jasnej cholery, urodziłeś się hybrydą, płynie w tobie krew wampira, a mimo to jesteś łowcą. W sumie, gdy teraz tak o tym mówię, to powinieneś mnie zabić, prawda? Wpakować w klatkę piersiową cały magazynek srebrnych kul, a rany polać wyciągiem z werbeny i tojadu.
– Jak zawsze tryskasz dobrym humorem. – Nathan skrzyżował ręce na piersi i, przekrzywiając głowę, spojrzał na brata.
– Wiesz, młody, nie wróciłem do Anglii, by się rozczulać nad naszym posranym życiem.
– To po co wróciłeś? – spytał Nathan, podchodząc do rozmówcy. Brodą wskazał kopertę, którą Max trzymał w dłoniach. – I co to jest?
– To, mój drogi braciszku, jest powód, dla którego tu jestem – powiedziawszy to, wręczył mu list do ręki.
Nathan zerknął na brata spod byka, po czym ostrożnie otworzył kopertę i wyjął jej zawartość. W środku prócz zapisanej strony było też zdjęcie przedstawiające czarnowłosego mężczyznę, który na oko mógł liczyć około trzydziestu lat. Wysokie kości policzkowe oraz lekko haczykowaty nos łudząco podobny do tego, jaki miał Max, czyniły z owego mężczyzny bardzo przystojnego osobnika. Jedyne, co demaskowało jego nieśmiertelność, to biały kolor tęczówek okolonych ciemnogranatową obwódką.
Nathan przeczytał notatkę, która w rzeczywistości okazała się spisem imion i nazwisk, a tylko jedno z nich było podkreślone podwójną linią: Lilith.
– Co to jest? – spytał lekko zdenerwowany łowca. – Masz pojęcie, kim jest ten wampir? To Siergiej Nobokov. Adrian go nieustannie szuka.
  Tak, Nathan, wiem. Ale ten wampir to nasz ojciec, a pieprzona matka demonów jest jedyną osobą, która wie, gdzie on się aktualnie znajduje.
– Otworzę! – Maggie krzyknęła z kuchni i wybiegła, kierując się do drzwi.
Nacisnęła klamkę.
– Cześć – odezwał się Kain stojący na progu.
Zmierzwione włosy opadały mu swobodnie na ramiona. Rozpięta czarna kurtka ukazywała szary sweterek. Jedną ręką nonszalancko opierał się o futrynę, zaś drugą miał skrytą w kieszeni ciemnoszarych spodni. Spojrzał dziewczynie prosto w oczy.
– Wpuścisz mnie, skarbie? – powiedział, a w tym czasie jego źrenice rozszerzyły się do maksimum.
Maggie tępo pokiwała głową i przepuściła nieznajomego w drzwiach. Kain wkroczył do domu niczym do siebie i wciągnął powietrze, starając się wychwycić wszystkie zapachy, sprawdzając, ile osób się tu znajdowało.
– Szybki jesteś. – Usłyszał.
Zwrócił w tamtą stronę twarz. Wpatrywały się w niego błękitne oczy należące do jego siostry.
– Mówiłem, że będę za pięć minut, prawda? – odpowiedział Kain, wychylając głowę tak, by spojrzeć na wampirzycę.
Gdy nikogo nie zauważył, uśmiechnął się cynicznie.
– Kim jest ten mikrus czający się w cieniu za tobą? – spytał jadowicie.
Veronique zaśmiała się pod nosem, po czym obróciła za siebie, by spojrzeć na zdezorientowanego Teda, który nie miał zielonego pojęcia, skąd nowoprzybyły wiedział, że podsłuchiwał. Nie mając innego wyboru, powoli wyłonił się zza pleców Veronique.
– Wpadasz niezapowiedziany do mojego domu i na dodatek mnie obrażasz – powiedział urażonym głosem Ted.
Wampir się zaśmiał, w międzyczasie minęła go otumaniona Maggie.
– Znam moją siostrę i na pewno powiedziała ci, że jej ukochany braciszek zjawi się nie w porę – odparł Kain, uśmiechając się wprost do gospodarza domu.
Ted wybałuszył oczy. Przyjrzał się Kainowi od stóp do głów, po czym to samo uczynił z Veronique.
– Niemożliwe – wyszeptał.
– A jednak – powiedziała surowo Veronique, najwyraźniej mając dość tej rozmowy, która prowadziła donikąd. – Widać Olivia mu niczego nie powiedziała – odezwała się do brata, po czym spojrzała na Teda. – Mieliśmy innych ojców.
– Wow, to i tak jest nieprawdopodobne, by aż tak się od siebie różnić – rzekł dalej zszokowany chłopak.
– Zostawiasz nas na chwilę? – spytała Veronique.
Ted tylko kiwnął głową i skierował się do kuchni, z której dochodziły dziewczęce chichoty. Veronique spiorunowała brata wzrokiem, po czym podeszła do niego z założonymi rękoma na piersi.
– Nie musiałeś jej hipnotyzować, wpuściłaby cię i bez tego.
– Po takim czasie bycia nieśmiertelnym niektórych nawyków nie da się ot tak pozbyć.
– Ciszej, o wszechmocny wampirze – wyszeptała Veronique, oczami wskazując na kuchnię.
Rodzeństwo doskonale wyczuwało Teda, który zamiast siedzieć w głębi pomieszczenia, czatował przy futrynie, licząc na to, że usłyszy coś ciekawego.
– Wyjdźmy na zewnątrz – zaproponował starszy wampir.
Veronique posłusznie wyminęła brata i wyszła z domu, podchodząc do furtki. Stanęła przy niej i, mrużąc oczy, skierowała wzrok w miejsce, gdzie przed niecałą godziną widziała wilkołaka.
– To tam go zobaczyłaś? – spytał Kain, podążając za spojrzeniem siostry.
Ta tylko kiwnęła głową.
– Wydaje mi się, że Lilith coś ukrywa – powiedział po chwili ciszy Kain, chowając dłonie do kieszeni. – Gdy wytknąłem jej, że się czegoś lub kogoś boi, miałem wrażenie, że oczy jej z orbit wyskoczą. – Zaśmiał się nerwowo.
– Nawet jeśli, to się tego od niej nie dowiemy. Jest zbyt sprytna, przebiegła, zakłamana, niebezpieczna, nieobliczalna i szalona. Do tego wystarczy, że wypowie jakiś rozkaz bardziej stanowczo, a oboje będziemy się przed nią kajać jak para wytresowanych kundli – powiedziała spokojnie Veronique.
– Nie jesteś zdenerwowana?
– A czemu miałabym być? – odparła, patrząc w oczy brata. – Z nią nie wygramy. Ja się o tym przekonałam na własnej skórze już dawno temu. Jedyne, co mnie martwi, to to, że wilkołak interesuje się moją osobą. Gdyby chodziło o jakiegokolwiek innego wampira, po prostu spojrzałby i poszedł dalej w swoją stronę, a nie przyglądał się dokładnie mojej twarzy.
– Jak wyglądał?
– Ciężko powiedzieć, bo skubany stał pod światło – westchnęła. – Ale jestem niemal pewna, że miał niebiesko-zielone oczy, chyba, bo w cieniu kaptura jarzyły się na złoto.
– A coś więcej? – dopytywał Kain, rozkładając ręce.
– Mógł być twojego wzrostu lub nawet trochę niższy i… – Veronique przymknęła oczy, starając sobie przypomnieć zapachy, jakie przyniósł wtedy ze sobą wiatr. Otworzyła powieki, lekko się uśmiechając. – Ropa naftowa, rdza i stare ryby.
Kain wpatrywał się w siostrę z rozdziawionymi ustami. Zamrugał głupkowato parę razy i podniósł dłoń na wysokość oczu, jakby chciał coś powiedzieć, lecz to, co usłyszał, było tak absurdalne, że nie miał pomysłu, co z siebie wydusić.
Veronique obserwowała dziwne miny brata, po czym pokręciła głową, wzdychając.
– Tym śmierdział ten wilkołak.
– Trzeba było tak od razu, bo już myślałem, że jesteś w ciąży i masz ochotę na pizzę a’la Czarnobyl.
Veronique stała zszokowana, nie umiejąc z siebie wydusić słowa.
– W c-c-ciąży? Z kim bym miała być w c-ciąży? – krzyknęła, celując palcem w pierś brata. – Za kogo ty mnie masz, co?
– No co? Lubisz się czasem zabawić – bronił się Kain, nie umiejąc powstrzymać uśmiechu cisnącego się mu na usta.
Veronique, widząc to, spuściła dłoń i sama zaczęła się śmiać.
W tym samym czasie podjechał mężczyzna na skuterze z logo pizzerii. Drzwi domu się otworzyły i wybiegła z nich Olivia, trzymając w dłoni parę banknotów. Mijając rodzeństwo, posłała im uśmiech i podeszła do dostawcy.
– Dokończymy tę rozmowę później – powiedział Kain do ucha Veronique, po czym podszedł do Olivii i odbierał od niej cztery pudla, z których unosił się przyjemny zapach mozzarelli, pomidorów, bazylii i czosnku.
Veronique i Kain stali na progu domu Olivii i Teda. Już dawno zapadł wieczór. Szare niebo zabarwiło się kolorem nocy. Dwoje wampirów patrzyło przed siebie, zastanawiając się, jakie dalej podjąć kroki.
– Wracasz do domu? – spytał Kain, przerywając ciszę.
– Nie, muszę coś jeszcze załatwić – odpowiedziała Veronique, zerkając z ukosa na brata.
Kain zdziwiony uniósł brew.
– Tyle, co się wprowadziliśmy, a ty już masz coś do załatwienia? Myślałem, że Olivia  jest jedyną osobą, z którą na chwilę obecną masz kontakt.
– To, że często przesiaduję przed komputerem, nie znaczy, że nic nie robię – odparła wampirzyca, wyciągając telefon z kieszeni, by sprawdzić, która była godzina.
Zegar na wyświetlaczu wskazywał 21:37.
– Kain… – Wampir spojrzał na dziewczynę. – Masz czasem wrażenie, że Claudia nadal żyje?
Claudia była prawdziwą miłością antycznego wampira. Poznali się w Niemczech. Była to burzliwa, lecz namiętna miłość, która skończyła się tragedią.
Kain odwrócił głowę, nie chcąc patrzeć siostrze w oczy.
– Czasem mam wrażenie, że jest obok mnie, ale wydaje mi się, że to tyko jej duch – powiedział cicho. – To same uczucie towarzyszy nam, jak przechodzimy przez cmentarz, prawda? Tak jakbyś przedzierała się przez niewidzialny tłum. Nie widzisz tych ludzi, ale doskonale odczuwasz ich obecność – dokończył, po czym ruszył do przodu.
Veronique podążyła za nim.
– Dlaczego mnie o to pytasz, Veronique? – spytał, obracając się za siebie.
Dziewczyna westchnęła i spuściła lekko głowę.
– Bo wydaje mi się, że on żyje.
Kain rozszerzył oczy ze zdumienia. Przystanął na środku pustej drogi, która skąpana była w świetle latarni.
– Przecież to niemożliwe. Nikt nie przeżył tamtej nocy.
Veronique zwiesiła głowę i rzuciła swój telefon do rąk Kaina. Mężczyzna zdezorientowany uchylił klapkę i instynktownie wszedł w  wiadomości. Złote oczy błądziły po tekście, a Veronique ze spokojem obserwowała coraz bardziej rosnące zdumienie i niedowierzanie na twarzy brata.
– Bywałeś na Porte de Demons, gdy byłam dzieckiem. – Kain spojrzał jeszcze bardziej zdumiony na siostrę. – Wiem, że mój ojciec zawsze dobrze cię ugaszczał ze względu na Lilith i na fakt, że tak naprawdę byliśmy spokrewnieni, a  ty o tym doskonale wiedziałeś.
– Ale na Porte de Demons nie było żadnego Arthura – powiedział Kain, machając przed oczami Veronique jej komórką.
– Wiem – odparła. – Bo to nie jest Arthur, tylko mój kuzyn. Aegnor.
– To niemożliwe – powiedział, kręcąc głową. – Pamiętam, jak niosłem cię na powóz, a Lilith poszła przeszukać ruiny. Nikt nie przeżył.
– Bo ona tak powiedziała? – spytała Veronique. – Kain, ja go czuję całą sobą. Zaczęło się, gdy byliśmy w Niemczech. Najpierw pojedyncze sny, z czasem notorycznie zaczęły się powtarzać. Później do mojej głowy zaczęły się wkradać uczucia, które nie były moje. Czułam gniew, radość i furię, podczas gdy siedziałam w domu, oglądając film.
– A teraz? Tu, w Anglii?
– Jest jeszcze gorzej. Uczucia zmieniły się w wizje.
– Chcesz go odszukać? – spytał Kain, wiedząc, jaką usłyszy odpowiedz.
– Tak, chcę.
– Przecież go nienawidzisz – powiedział nerwowo. – Odkąd opuściliśmy Francję, powtarzałaś, że gdyby żył, to zabiłabyś go na miejscu za to, że przez niego wyrżnięto całą twoją rodzinę.
Veronique minęła brata i udała się wzdłuż ulicy. W głowie zaczęły kotłować się niechciane myśli. Znów widziała pożar, czuła swąd palonych ciał, słyszała przerażające krzyki niosące się daleko w noc.
– Bo był okrutny – zaczęła. – Mówił, że kocha, że zawsze będzie mnie chronić, że nie narazi na żadne niebezpieczeństwo – urwała, patrząc w niebo, szukając gwiazd, które skryły się za chmurami.
Kain szedł zaraz za siostrą, patrząc na nią poprzez ciemność.
– Nadal nie rozumiem, co jest tu według ciebie okrucieństwem, miłość?
Veronique obróciła się i spojrzała na brata smutnym wzrokiem, w którym znać było dogaszający płomień nienawiści.
– Nie miłość, tylko sposób, w jaki jej użył. Dawał mi nadzieję, Kain. Cholerną nadzieję. Myślałam, nawet wierzyłam, że jeśli przeżył, to mnie odszuka, modliłam się o to.
– Chciałaś, by cię odnalazł pomimo gotującej się w tobie nienawiści do niego? – Kain zrównał się z wampirzycą i pokręcił głową. – Jesteś strasznie pokręcona.
– Wiem, że trudno to zrozumieć, ale przypomnij sobie. Kiedy zaczęłam go nienawidzić?
Kain podrapał się po głowie, starając sobie przypomnieć minione wieki.
– To było na Węgrzech? Wtedy, gdy mordowałaś wszystko, co weszło ci w drogę? Dwa lub trzy lata po tragedii w Porte de Demons.
– Dokładnie wtedy. Wiedziałam, że ciężko byłoby mu mnie odnaleźć, skoro opuściłam Francję, więc dałam mu czas. Minął rok, a ja wierzyłam, że mnie znajdzie, wierzyłam, że żyje. Minęły dwa lata, a ja zaczęłam popadać w rozpacz, nadal myśląc, że przeżył. Po kolejnym roku zaczęłam go nienawidzić. Pogodziłam się z tym, że mnie nie odszukał, bo zmarł. Wtedy zaczęłam myśleć, że to on zniszczył moje życie i zmusił do ucieczki z kraju. – Veronique mówiła, sprawdzając godzinę. Zegar wskazywał 21:56. – Też nie byłam niewinna. Za bardzo mu ufałam. Jednak teraz mam pewność, że żyje i chcę się dowiedzieć, dlaczego mnie porzucił.
– Veronique – zaczął Kain, zerkając pokrzepiająco na siostrę. – Zanim zmarnujesz czas, dając mu drugą szanse, rozejrzyj się, czy gdzieś wokół ciebie nie ma kogoś, kto nadal czeka na swoją pierwszą. Nie każdy jest jak Alexander, pomyśl o tym.
– Mówisz o Olivii, prawda? – Veronique zaśmiała się nerwowo.
– Może – odparł z uśmiechem. – Właściwie, gdzie my idziemy?
– Spotkać się z Arthurem.
– Jesteś pewna, że tego chcesz? Nie lepiej żyć dalej, bez niego?
Veronique pokręciła głową.
– Chcę mieć pewność, Kain. Chcę tylko poznać prawdę.


4 komentarze:

  1. Hej.
    Twoje wampiry są wspaniałe. Zresztą całe opowiadanie jest wciągające.
    Jak każdy z nas robisz błędy, choć w Twoim przypadku myślę, że to wina klawiatury. Piszesz e zamiast ę i takie tam. W pierwszym akapicie zjadlas jednak jedno słowo.
    Co do mojego " Kufra". Rzeczywiście nie sprawdzałam tekstu. Gdy go pisałam na konkurs też nie, nie miałam czasu. W dwa dni musiałam przygotować materiały i napisać określoną ilość znaków. A przewodnim tematem były polskie wierzenia ludowe.
    Pozdrawiam i czekam na nowe notki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Acha, zapomniałam. Uwielbiam Twoją pizzę. Śmiałam się tak, że zjechałam z łóżka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczynam się powtarzać, ale ja naprawdę ubóstwiam Kaina i z każdym odcinkiem jeszcze bardziej. Ale Teda...jego ewidentnie nieznoszę. Nie lubię takich ludzi, muszą wiedzieć wszystko i o wszystkich. Nathan porozmawia z Lilith? Zapowiada się ciekawie, bardzo ciekawie. W końcu to hybryda, a takowe raczej nie są dobrze odbierane przez wampiry.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,
    Nat jest wampirem, ale działa jak łowca, czyli jednak ktoś przeżył tamtą masakrę, ale jaki powód miałaby Lilith, aby okłamywać Vernique...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń