poniedziałek, 16 grudnia 2013

ROZDZIAŁ 16. Cienie przeszłości.

Dwoje kochanków, dwie siły - miłości i nienawiści
Ja cię wyciągam, ty mnie wyciągasz, komplikujemy to
Niewiarygodne, oskarżeni w procesie miłości
I świat stoi w kompletnym zaprzeczeniu
Z Londynu do Edenu, scena gotowa,
Dwie kultury w konflikcie, miłość pod groźbą.
Globus "A Thousand Deaths"


– Jesteś szalona – powiedział czarnowłosy wampir, którego twarz szpeciła długa od oka po brodę pionowa blizna.
Veronique wywróciła oczami, po czym pochyliła głowę i spojrzała w dół, w przestrzeń, jaka dzieliła jej stopy od tafli wody. Tamiza była spokojna, jej powierzchnia falowała nieznacznie pod wpływem rzecznych prądów. Wampirzyca usiadła wygodniej na szerokiej białej rurce, która okazała się częścią metalowej konstrukcji ogromnego London Eye. Z tego miejsca miała doskonały widok na piękną nocną panoramę Londynu.
– Niby czemu jestem szalona? – spytała Veronique. – Dlatego, że wierzę w to, że przeżył? Wcześniej sama myślałam, że zwariowałam, dopóki nie trafiłam na ciebie, Aegnorze – powiedziała, patrząc wprost w oblicze oszpeconego, lecz jednak wciąż przystojnego mężczyzny.
– Mówiłem ci, że teraz nazywam się Arthur – odparł zirytowany. – Załóżmy, że masz rację. Załóżmy, że te twoje wizje i sny coś znaczą… jak ja mam ci pomóc, Veronique? – Arthur zerknął na kuzynkę.
Jego oczy nie były takiego samego koloru jak przed siedmiuset lat. Teraz miały niemalże białą barwę z lekkimi przebłyskami błękitu. Właśnie w tamtej chwili dotarło do Veronique, jak wiele upłynęło dni od tamtej koszmarnej nocy.
– Minęło tyle czasu – powiedziała do siebie.
Arthur przeczesał krótkie włosy dłonią, by zaraz po tym położyć się na niewygodnej konstrukcji, starając się wypatrzeć na niebie choć jedną gwiazdę.
– Jak długo się nie widzieliśmy? – spytała tonem nieżądającym odpowiedzi. – Myślałam, że po dwóch latach będzie to bardziej miłe spotkanie.
Wampirzyca usłyszała, jak mężczyzna obok westchnął przeciągle.
– Veronique, nigdy za sobą nie przepadaliśmy. Nawet nie jesteśmy rodziną – powiedział po chwili. – Byłem synem brata Divy, która, jak się okazało, nie była twoją matką. Nie mamy tego samego nazwiska i nie łączą nas żadne więzy krwi. Gdyby nie fakt, że jesteś jedyną znaną mi osobą, która prócz mnie opuściła Porte de Demons, nie siedziałbym tu z tobą, starając się rozwiązać twoje problemy. Tak naprawdę w dupie mam Alexandra. Cieszyłbym się, gdyby się okazało, że zdechnął tam, w gruzach domu rodu, który przez swoją głupotę skazał na śmierć.
Veronique obróciła głowę, starając się nie patrzeć w stronę Arthura. Prawda, brutalna prawda, usłyszana od innej osoby, bolała bardziej.
– Nie rozumiem, czemu chcesz go odnaleźć. Masz rodzinę, po co ci ktoś więcej? – Arthur wpatrywał się dalej w niebo. Nie doczekując się odpowiedzi, prychnął niczym rozjuszony kot. – Kurwa, nienawidzę tych czasów. Gdzie nie pojedziesz, wszędzie wszechobecny smród spalin, śmietnisko i gwar. Co to za świat, w którym nie można na niebie dojrzeć gwiazd przez otaczające cię gówniane, zanieczyszczone powietrze?
– Nie sadziłam, że jesteś w stanie stać się jeszcze bardziej zrzędliwy. – Dziewczyna zaśmiała się cierpko. – Ale masz rację.
– W czym? W tym, że te czasy są gówno warte?
– To też, ale bardziej chodziło mi o Alexandra. Kain myśli podobnie do ciebie.
– Więc na cholerę jesteś taka uparta, co? – spytał Arthur, unosząc się do siadu. – Czy nie zgubiła cię ona wystarczającą ilość razy? To przez tę upartość w uganianiu się za stajennym Armand zdecydował o przyłączeniu chłopaka do rodu. Byłaś uparta, twierdząc, że był gotowy do tego, byś mogła go zwolnić z uwięzi, co skończyło się, jak się skończyło.
– Myślisz, że nie wiem, że to była moja wina? Nie musisz mnie jeszcze bardziej dobijać – warknęła.
– Och, wybacz, że cię uraziłem, ale nie tylko ty straciłaś rodzinę – powiedział urażonym głosem.
Pomiędzy dwójką wampirów zapanowała niezręczna cisza. Arthur nie bez powodu obarczał winą Veronique. Ta zaś czuła, że nie miała prawa temu zaprzeczać. Była winna nie mniej niż Alexander.
– Przepraszam. Nie powinienem – powiedział cicho wampir.
– Nie, nic się nie stało – odparła, wstając.
 Londyn mimo późnej pory nie spał. Budynki mieniły się tysiącami kolorowych świateł, które mogły przyprawić o zawrót głowy. W powietrzu można było wyczuć zapach różnorakiego alkoholu i spalin. Zaś wiatr, co właśnie w tamtej chwili rozwiewał Veronique włosy, niósł ze sobą dźwięki rockowej muzyki z jednego z teatrów, gdzie odbywał się koncert.
– Pomogę ci, o ile będę umiał.
Veronique zszokowana spojrzała na mężczyznę.
Ten siedział z podkulonymi nogami. Łokcie oparł o kolana, a o dłonie brodę, na której znać było lekki, ciemny zarost. Blizna, co ciągnęła się po lewej stronie twarzy, zadrżała pod wpływem uśmiechu, zaś oczy zajarzyły się na chwilę. Pomiędzy rozchylonymi wargami dało się dojrzeć zaostrzone kły.
– Nie patrz na mnie tak, jakbyś ujrzała ducha. Pomogę ci, nie przesłyszałaś się.
– Ale dlaczego? W jednej chwili obarczasz mnie winą i zachowujesz się tak, jakbyś chciał mnie stąd zepchnąć wprost do Tamizy, a teraz jesteś miły i zgadzasz się mi pomóc? I kto tu jest szalony? – spytała Veronique, krzyżując ręce na piersi.
– Każdy z nas kogoś stracił tamtej nocy. Gdybym ja poczuł, że ktoś mi bliski przeżył, czy byłby winny tragedii czy nie, chciałbym tę osobę odnaleźć. – Zamyślił się na chwilę. – I tak, gdy wpadliśmy na siebie w Niemczech, nie mogłem uwierzyć w to, kogo widziałem przed sobą. Nie miałem jaj, by się odezwać, bojąc się, że tak naprawdę okażesz się zwykłą kobietą, która tylko do złudzenia cię przypominała. Jednak ty miałaś więcej odwagi, żeby wypowiedzieć moje imię.
– Tak – westchnęła, wspominając tamten zimowy dzień. – To było tuż przed Nowym Rokiem, prawda?
– Mhm. – Pokiwał głową. 
– Jak chcesz mi pomóc? – spytała dziewczyna, zmieniając tym samym temat. – Gdy ostatnio do mnie pisałeś, wspominałeś, że wykorzystałeś już wszystkie możliwe środki.
– Nie próbowałem jeszcze jednej rzeczy, a mianowicie znam kogoś, kto zna każdą nadnaturalna istotę w Londynie. Kogoś, kto jest niezauważalny dla innych.
– Kto to?
– Jeden ze starszych wampirów, Siergiej Nobokov.
– Długo jeszcze tam będziecie?! Strasznie się tu nudzę!  Jeszcze trochę i kuta… – Kain, stojący pod London Eye, wpatrywał się w dwójkę wampirów, wykrzykując w ich kierunku różne epitety.
Veronique tylko posłała uśmiech Arthurowi, po czym obróciła się w stronę uliczki i zrobiła krok poza metalową konstrukcję. Wylądowała tuż przed nader hałaśliwym bratem. Kain skrzyżował ręce na piersi i, przekrzywiając głowę, przypatrywał się Veronique.
– I czego się od niego dowiedziałaś? – spytał.
Gdy Veronique otwierała usta, obok niej wylądował Arthur. Wyprostował się, poprawiając materiał koszulki i spodni, po czym spojrzał nieprzychylnie na Pradawnego.
– Kopę lat, Aegnorze – przywitał się Kain.
– Nie nazywaj mnie tak – powiedział Arthur, krzywiąc się nieznacznie. – To imię jest już przestarzałe i nie pasuje do realiów tego świata. Dziwię się, że sam sobie nie zmieniłeś, Kainie.
– Jakby to ująć – zaczął antyczny wampir, drapiąc się teatralnie w brodę. – Ja nie wstydzę się swojego pochodzenia, wręcz przeciwnie. Jestem dumny z tego, kim jestem i w jakich czasach się narodziłem.
– Przestańcie oboje – powiedziała surowo Veronique, czując wiszącą w powietrzu kłótnię. – Zachowujecie się jak para gówniarzy.
Arthur prychnął, odwracając głowę od oblicza Pradawnego. Kain uśmiechnął się arogancko pod nosem.
– Arthur powiedział, że mi pomoże. – Veronique zwróciła się do brata. – Powiedział, że zna jednego wampira, który ma baczenie na nadnaturalne istoty w Londynie. Nikt nie pozostanie przez niego niezauważony.
– Pff… Chcesz mi powiedzieć, że jakiś przeciętna pijawka wie o naszej obecności w Anglii?
– Dokładnie – odparł za Veronique Arthur. – Myślisz, że skoro jesteś z linii Pradawnych, to jesteś niewidzialny? Grubo się mylisz, Kain. Jesteś tak samo zadufany w sobie jak twoja matka, Lilith. Aż dziw, że Veronique po tylu wiekach przebywania z wami nie stała się tak arogancka.
Kain zmrużył niebezpiecznie oczy i postąpił krok na przód w kierunku czarnowłosego wampira.
– Nie boję się ciebie, Kain. Jesteś tylko rozwydrzonym gówniarzem, który przeżył o parę tysiącleci za dużo – mruknął Pierworodny.
– Mógłbym wyszarpnąć ci język i zrobić sobie z niego wisior – wysyczał Kain przez zaciśnięte zęby.
– Więc czemu tego nie zrobisz? – prowokował go nadal Arthur.
– Bo jesteś potrzebny mojej siostrze.
Veronique stanowczo wkroczyła pomiędzy dwóch mężczyzn, wokół których powietrze zaczynało niebezpiecznie wirować z powodu uwalnianej przez nich aury.
– Zamknijcie się, do cholery jasnej! Jeszcze mi się pozabijacie – warknęła. – Kain, idziemy do domu – powiedziawszy to, pchnęła brata w kierunku najbliższej uliczki. Na odchodnym obróciła się jeszcze do kuzyna i spojrzała na niego przepraszająco. – Zadzwonię.

– Co to było, do cholery? – warknęła Veronique, rzucając wampira na ścianę jednego z budynków.
Przeczesała niespokojnie włosy, wpatrując się w Kaina, który stał ze spuszczoną głową.
– Po prostu słyszałem waszą rozmowę – odpowiedział po chwili.
Wampirzyca prychnęła i pokręciła głową. Skrzyżowała ręce na piersi i, przestępując z nogi na nogę, zaczęła mówić:
– I co z tego? Rozmowa jak każda inna. Nie rozumiem, dlaczego jesteś zły? Ja i Aegnor, znaczy się – Arthur – nigdy się zbytnio nie lubiliśmy. Można by powiedzieć, że to był flirt w naszym autorskim wykonaniu – skończyła, uśmiechając się niepewnie.
Kain zaprzeczył ruchem głowy, po czym ruszył przed siebie. Veronique, nie mając wyboru, podążyła za bratem. Gdy się z nim zrównała, szturchnęła go lekko łokciem.
– Czemu się tak zachowujesz? – spytała cicho.
– Chodzi o Nobokova – powiedział wampir. – Jest niebezpieczny i na pewno nie będzie chciał ci pomóc.
– Skąd to możesz wiedzieć?
– Bo go znam – mruknął. – Dawno temu, jeszcze długo przed tym, jak się urodziłaś, wraz z Lilith podróżowałem po Europie. Wędrowaliśmy z kraju do kraju, zostawiając za sobą spalone wioski i trop w postaci trupów, w których nie ostała się nawet kropla krwi.
Veronique słuchała brata, patrząc na niego ukradkiem. Zauważyła, jak się wzdrygnął, słyszała, jak drżał mu głos, gdy mówił. Onieśmielona faktem, że Kain wstydził się swojej wcześniejszej szalonej i krwiożerczej natury, złapała go tylko za rękę i, nie odzywając się, pozwoliła kontynuować historię.
– W końcu, po miesiącach tułaczki, dotarliśmy na tereny, gdzie teraz znajduje się Rosja. Napotkaliśmy tam innych z naszego rodzaju, cały potężny klan krwiopijców, Nobokov. Mieli nam za złe, że uszczupliliśmy ludzką populację na ich terytorium, lecz, gdy się dowiedzieli, z kim mieli do czynienia, należycie nas ugościli. Lilith jednak to nie wystarczało, zawsze jej było mało, zawsze żądała więcej i robiła to, na co miała ochotę, a gdy inni nie zgadzali się z jej wolą, zmuszała ich. Tak też było wtedy. Znudzona i spragniona rozrywki zahipnotyzowała jedną z wampirzyc. Nakazała jej zaatakować ich lidera, Kiriła. Ten we własnej obronie ją zabił. Koleiną rzeczą, jaką pamiętam, to rozdzierający płacz dwunastoletniego dziecka. Okazało się, że ta wampirzyca to ukochana Kiriła, a matka owego chłopca. Jak się zapewne domyślasz, tym dzieckiem był Siergiej – dokończył Kain z ponurą miną.
Veronique przystanęła na chwilę, nie mogąc wydusić z siebie słowa.
– Skąd wiesz, że to ten sam Siergiej, może jest to dalszy z rodu? – spytała po chwili z nutą nadziei w głosie.
Kain pokręcił głową.
– Nie. Z tego, co się orientuję, to Kirił nie żyje od jakichś siedmiu lat. Łowcy – dopowiedział, widząc pytający wyraz twarzy siostry. – Siergiejowi się udało uciec, prawdopodobnie, tak jak ty, jest ostatnim ze swojego rodu. Ostatnim, który pamięta krzywdę, jaką wyrządziła Lilith jego rodzinie.
– Ale ja nie jestem naszą matką – odparła Veronique stanowczo.
Kain zaśmiał się z naiwności siostry.
 – I co z tego? Myślisz, że nikt nie wie, że jesteś córką Lilith? Nie bądź głupia, siostro. To, co się dzieje w naszym wampirzym świcie nie pozostaje bez echa. Informacja o tym, że potężne Porte de Demons upadło, wstrząsnęła wampirami. Wiele rodów chciało wziąć cię pod swoje skrzydła, gdy się dowiedzieli, że żyjesz, i że podróżujesz z Pradawnymi; co było niemałą niespodzianką. Lilith słynęła z tego, że każdego stworzonego przez nią wampira porzucała. Jedyną osobą, którą zawsze dało się dostrzec przy jej boku, byłem ja. Ona nigdy nikogo nie brała pod swoje skrzydła, o nikogo się nie troszczyła, chyba że o własne, rodzone dzieci.
– Mimo to chciałabym się spotkać z Siergiejem. Jeżeli nie spróbuję, nie dowiem się, czy mi pomoże.
– Jak uważasz, siostro. Tylko pamiętaj, że cię ostrzegałem. A teraz wracajmy.
Veronique i Kain ponowili krok, idąc słabo oświetloną ulicą. Rozmawiali o mało istotnych rzeczach, śmiejąc się i przekomarzając nie, zwracali uwagi na mijanych przez nich ludzi, gdy nagle Veronique rozszerzyła ze zdumienia oczy i powoli, obracając się za siebie, wpatrywała się w niskiego mężczyznę. Ten, zauważając ją, spojrzał jej głęboko w oczy. Przechodząc obok niej, uśmiechnął się szyderczo, ukazując tym samym ostre kły.
– Veronique, co się stało? – spytał Kain, przyglądając się zszokowanej siostrze mającej wzrok utkwiony w coraz bardziej oddalającej się postaci. – Kto to był? – dopytywał Pradawny.
– Natsu – wyszeptała, przenosząc po chwili spojrzenie na brata. – To był Natsu Kotes. Gdy miałam dziesięć lat, jego rodzina przybyła na Porte de Demons.
Kain wybałuszył oczy, po czym złapał siostrę za ramiona i lekko nią potrząsnął.
– Jesteś pewna? W stu procentach pewna, że ten wampir, co nas minął, mieszkał w Porte de Demons?
– Tak – powiedziała, nadal będąc w szoku. Spojrzała tępo na twarz brata. – Kain, on był człowiekiem. Nie był jednym z nas. Był zwykłym służącym.
Pradawny zdumiał się jeszcze bardziej i sam mimowolnie obrócił się w kierunku, w jakim podążył tajemniczy nieśmiertelny.
– Jakim cudem…? – Veronique mamrotała pod nosem.
Mężczyzna stanowczo objął dziewczynę ramieniem i zaczął prowadzić w kierunku domu.
– Nie wiem, siostrzyczko, ale przysięgam ci, że poznamy prawdę. Jednak obiecaj mi, że słowem o tym nie piśniesz Lilith. Czuję, że ta wiedźma maczała w tym palce.

4 komentarze:

  1. Hej.
    Jak zwykle dobre. Te ich rozmowy nieraz mnie zmuszają do uśmiechu. Kainowi, mimo wszystko, zależy na siostrze. Ciekawa jestem jak będzie wyglądało spotkanie kochanków, po tylu wiekach. Nie jestem jednak pewną czy to Lilith jest odpowiedzialna za przemianę służącego.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami zdumiewa mnie to w jaki sposób Kain wyraża się o Lilith. Chociaż wiem, że wiedźma nie jest obelgą, jednak wciąż mam wrażenie, że ma do niej niski szacunek. Niemniej jednak wciąż rozbrajają mnie jego rozmowy, z kimkolwiek. A z Arthurem to już w ogóle popłynął, lubię, gdy pokazuje swoje kiełki, jest przy tym uroczy. Wcześniej nawet mogłam lubić Arthura, ale teraz...zdecydowanie nie. Nie podoba mi się jego zachowanie, wprawdzie nie jest on jakoś wybitnie denerwujący, ale jednak. I znowu urywasz w najciekawszym momencie. Natsu? Wampirem? Na pewno jej się to nie przewidziało? A spotkania z Sjiergiejem (?) nie mogę się już doczekać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    chyba Lilith obawia się Siergieja, Natsu też przeżył tamta noc i był człowiekiem, może ta grupa poszukuje Vernique, a na jej czele stoi Alexander...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę to jest genialne i wciąga jak narkotyk :D

    OdpowiedzUsuń