piątek, 24 października 2014

ROZDZIAŁ 22. Ten, co wie wszystko.



Daj mi jakiś powód, bo nie mam nic do zyskania
I co my mamy teraz zrobić?
Gdy popadam w samozachwyt, nie można mnie powstrzymać
Lecz teraz jestem tak zagubiony i samotny.
Korn "Love and Meth" 





      – Nawet z kilometra jestem w stanie wyczuć splugawioną woń krwi Lilith.
      Z głębi pomieszczenia, zdającego się być gabinetem, dobiegł aksamitny męski głos z mocno rzucającym się w uszy rosyjskim akcentem.
      – Arthurze, nie wspominałeś, że moimi gośćmi będą ci, których matka zmusiła mego ojca do morderstwa własnej żony – dodał mężczyzna stojący tyłem do gości, wpatrzony w widok za oknem.
      – Nie przypuszczałem, że możesz żywić urazę do Pradawnej – odparł zgodnie z prawdą Arthur, znacząco patrząc na dwójkę wampirów spokrewnionych z najstarszą nieśmiertelną na świecie.
      Veronique posłała przepraszające spojrzenie kuzynowi, zaś Kain tylko prychnął pod nosem z wyrazem twarzy, który zdawał się krzyczeć: a nie mówiłem?!, na co siostra z całej siły nadepnęła go na stopę. Gdy dało się usłyszeć odgłos pękającej kości, wampirzyca cofnęła but, stając prosto, jak gdyby nic się nie stało. Odetchnęła pełną piersią, mając już tylko nadzieję, że skoro udało jej się sugestywnie przekazać bratu, by nie starał się w jakiś sposób obrazić goszczącego ich wampira, to unikną krwawej potyczki.
      – Wybacz, Siergieju, że odzywam się niepytany – zagaił Arthur. – Nie mam do ciebie interesu i wydaje mi się, że jestem tu zbędny. Jeśli nie masz nic przeciwko, to się oddalę, a wasza czwórka niech porozmawia w spokoju – powiedziawszy to, omiótł spojrzeniem wampiry oraz mieszańca.
      – Oczywiście. Możesz odejść – przytaknął gospodarz, odwracając się ku zgromadzonym.
      Wzrokiem odprowadził wychodzącego nieśmiertelnego. Gdy zamknęły się za nim drzwi, przyjrzał się pozostałym. Ci zaś nie byli mu dłużni. Trzy pary oczu były utkwione w postaci Nobokova, a jedne – niebieskie – przypatrywały się mu z nieskrywaną ciekawością.
      Czarne włosy, sięgające mu niemal łopatek, w świetle latarni, które widać było z okna, mieniły się granatowymi refleksami. Jego oczy o białych tęczówkach, nie pozostawiały rozmówcy wątpliwości, iż ów osobnik nie był człowiekiem. Niemal zlewałyby się z białkami, gdyby nie śladowe ilości błękitnego koloru utrzymującego się przy czarnej źrenicy. Łukowato wygięte brwi rzucały cień na oczodoły. Prosty nos z koniuszkiem zakrzywionym ku dołowi przywodził na myśl oblicza antycznych bogów wyciosanych w kamieniu. Usta miał tak wąskie, że zdawało się, jakby była to zaledwie smuga zaschniętej krwi. Cała twarz sprawiała wrażenie stworzonej z wapienia: biała, nieruchoma, martwa.
      Siergiej westchnął, niemal nostalgicznie spoglądając na mężczyznę stojącego za potomkami Lilith.
      – Maximilianie, mój synu – powiedział. – Czymże zasłużyłem sobie na wizytę? – spytał.
      – Jestem tu w sprawie brata. Wiesz, tego, któremu nie starałeś się zapewnić bytu po tym, jak własna matka wyjebała go z domu na ulicę, gdy był jeszcze dzieckiem – odpowiedział wrogo Max, przepychając się pomiędzy wampirzym rodzeństwem.
      Stanął naprzeciwko ojca, a w powietrzu dało się wyczuć zapach gniewu.
      Siergiej splótł dłonie za plecami.
      – Zarzucasz mi coś, na co nie miałem wpływu – odparł. – Myślisz, że mogłem coś zdziałać? Nim dotarły do mnie jakiekolwiek wieści o Nathanie, on już dawno był pod pieczą tej zarazy Bardsona.
      Kain zmrużył oczy, które w przypływie negatywnych emocji zalśniły złotym blaskiem. Zmarszczył brwi, co spowodowało, że na nasadzie nosa pojawiła się zmarszczka. Nie umiejąc się powstrzymać, wampir doskoczył do mieszańca i, złapawszy go mocno za ramię, wykręcił mu je do tyłu tak, że ten wygiął się w nienaturalnej pozycji.
      Max zacisnął szczęki z bólu, jednak prócz tego nie dał po sobie poznać, że odczuwał dyskomfort spowodowany brutalnością Pradawnego.
      – Powiedziałeś, że nie wiesz, jak dotrzeć do Nobokova, a teraz się dowiadujemy, że jest twoim pieprzonym ojcem? Równie dobrze sam mogłeś go odnaleźć. – Kain, mówiąc to, pochylił się niebezpiecznie blisko szyi Maxa. – Popraw mnie, jeśli się mylę, bo na tę chwilę nic mnie nie powstrzymuje od rozerwania ci gardła i wyszarpnięcia przez nie twojego języka.
      – Kainie, mój syn nie kłamie. – Siergiej oddalił się od okna i obszedł biurko stojące mu na drodze, po czym oparł się o nie pośladkami, wpatrując się wyczekująco w rozeźlonego wampira.
      – Więc może powiecie, o co tu chodzi – odezwała się Veronique, podchodząc do brata i odciągając go od niedoszłej ofiary.
      Max przeszedł na drugi koniec pomieszczenia, byle być jak najdalej od niepoczytalnego Kaina.
      – Cenimy sobie z bratem szczerość i nie lubimy być wykorzystywani, chyba jak każdy – dodała Veronique, patrząc znacząco na Maxa rozcierającego bolącą kończynę.
      – Gdy Bardson zabił moją matkę, niemal następnego dnia odnalazła mnie Yvette. Tak, to ta sama blondwłosa cizia, która nas tu przyprowadziła – dodał, widząc uniesione w niemym pytaniu brwi. – Yvette wzięła mnie do Siergieja, który przyznał się do pokrewieństwa ze mną. Uwierzcie mi, byłem w niemałym szoku.
      – To, że łączy nas ta sama krew,  wcale nie oznacza, że musi nas łączyć ta szczególna więź, która pozwala tym, co noszą w sobie gen wampira, odnajdywać się nawet i na końcu świata. – Głos zabrał Nobokov. – Co się tyczy wyjaśnień Maximiliana. Nie należę do tych z mojego rodzaju, którzy porzucają swoje młode. – Veronique skrzywiła się na to określenie, co nie umknęło uwadze gospodarza. – Czemu się krzywisz? – spytał. – Nie jesteśmy ludźmi. Z wyglądu trochę ich przypominamy, ale niemal całe nasze jestestwo aż krzyczy, że jesteśmy czymś więcej. Urodziliśmy się drapieżnikami doskonałymi, a więc, rozmnażając się, tworzymy kolejne pokolenia drapieżników. Czy o wygłodniałym lwiątku, które pragnie krwawego mięsiwa, powiesz: o, jakie piękne dziecko? Nie. – Siergiej przyglądał się wampirzycy, która starała się oswoić z niecodziennym tokiem myślenia. – A wracając do tematu. Gdy spółkowałem z jakąkolwiek przedstawicielką odmiennej płci i byłem zmuszony udać się w dalszą podróż – bo, jak wiecie, my, wampiry, nie możemy zagrzać miejsca – zawsze zostawiałem za sobą jednego lub dwoje przedstawicieli z mojego rodu. Mieli oni za zadanie obserwować kobietę, która się mi oddała, czy czasem nie była brzemienna. Obowiązkowo jej strzegli do czasu rozwiązania, a po porodzie, gdyby coś się jej stało, zobowiązali się doprowadzić do mnie mojego potomka.
      – Ding, ding ding! – zawołał Kain, machając w powietrzu ręką, jakby trzymał w niej chorągiewkę. – Oto laureat nagrody Ojca Roku!
      Siergiej zmierzył Pradawnego chłodnym spojrzeniem, jednak rudowłosy wampir nic sobie z tego nie zrobił, gdyż wiedział, że był o wiele silniejszy.
      – Zostałem z ojcem parę lat, jednak, gdy klan musiał ruszać w dalszą drogę, ja odmówiłem. Byłem już dorosły, zaś myśl o tułaczce na drugi koniec świata nie napawała mnie optymizmem. Żyłem sobie z pewną sforą wilkołaków. Minęło wiele czasu, nim trafiłem na kogoś z rodu Nobokov. A gdy tak się stało, dowiedziałem się, że prawdopodobnie mam brata, tyle że jakimś cudem nie był pod pieczą Siergieja. – Max opowiadał bez entuzjazmu. – Mając za współrzędne tylko poszlaki i doniesienia, zacząłem szukać Nathana. Uwierzcie mi. Odkąd klan ruszył w dalszą drogę, nie widziałem Siergieja na oczy. Aż do dziś.
      – Nathan wpadł w ręce Bardsona, gdy jego wspólnik wykończył moich ludzi, nim zdążyli się do niego zbliżyć – podjął wątek Rosjanin. – Ten drugi łowca ma ze mną osobiste porachunki i zabija każdego, kto nosi nazwisko Nobokov.
      – I w taki sposób nagroda Ojca Roku przeszła ci koło nosa – prychnął znużony historią Kain.
      – Nie chciałem, by, dowiedziawszy się o pochodzeniu Nathana, Majewski poderżnął mu gardło. Czy to wystarczające wytłumaczenie mojego zachowania, synu? – spytał Rosjanin Maxa, zupełnie ignorując słowne zaczepki Pradawnego.
      Mieszaniec pokiwał głową.
      – A teraz powiedz mi, co cię sprowadza po tylu latach.
      – Nathan coraz bardziej się zmienia. Zaczyna być w nim więcej wampira niż człowieka. Boję się, że Bardson w końcu przestanie się bawić w „tatusia”, jak zobaczy, że Nathan zamiast hamburgerów woli krew. Pomyślałem, że Nath mógłby dołączyć do klanu. Do rodziny, która nie wyrzeknie się go, gdy przestanie spełniać oczekiwania.
      – Omówimy tę kwestię później. To nie jest pogawędka na pięć minut, Maximilianie – odpowiedział Siergiej stanowczym tonem, po czym wskazał mu podbródkiem drzwi. Mieszaniec posłusznie wykonał nieme polecenie ojca. – Wiem, co sobie mylisz, Kain. – Gospodarz zwrócił się do najstarszego wampira, gdy tylko Max opuścił gabinet.– Jesteś pewny, że ukarzę was za grzechy matki. Cóż… poniekąd masz rację.
      – Wiem, co się wydarzyło w przeszłości – odezwała się Veronique. – Nie musisz budować dramatycznego napięcia. I bez tego jest nieprzyjemnie.
      – Ja się w to nie wtrącam – żachnął się Kain, patrząc karcąco na siostrę. – Mówiłem ci, jak to będzie wyglądać, ale ty się uparłaś.
      – Kain, to nie takie proste – powiedział Siergiej. – Dobrze wiesz, że bezpodstawne zabicie kogoś z naszego gatunku to zbrodnia.
      – Ty tak na serio? – spytał Pradawny, patrząc na Rosjanina jak na idiotę. – O ile mnie pamięć nie myli, a mam ją całkiem dobrą, to moja matka nikogo nie zabiła. Ma na rękach wiele krwi, ale nigdy nie pozbawiła nimi wampira życia. To twój ojczulek bezmyślnie zamordował własną żonę, zamiast ją obezwładnić i zwrócić się do Lilith o cofnięcie uroku – powiedział szeptem, wkładając w każde słowo tyle jadu, ile tylko zdołał.
      Twarz Siergieja ani drgnęła, za to powietrze wokół niego tak. Czuć było, jak w przypływie emocji jego opanowanie zostało nadszarpnięte, co spowodowało uwolnienie jego aury.
      – Odstawmy ten temat na bok. Jeszcze do niego wrócimy – odparł tajemniczo Nobokov i zwrócił się bezpośrednio do Veronique:
      – A teraz powiedz mi, z czym do mnie przychodzisz?
      – Doszły mnie słuchy, że odkąd postanowiłeś osiąść w Londynie na stałe, objąłeś sobie za cel pilnowanie gęstości zaludnienia istot nadnaturalnych – odpowiedziała, robiąc krok ku dużo starszej od niej istocie.
      – Dobrze słyszałaś. Z doświadczenia powinnaś wiedzieć, że gdy na jednym terenie jest zbyt wiele wampirów i nikt nie pilnuje porządku, zaczyna się chaos.
      Veronique na te słowa zmarszczyła brwi.
      – Nie udawaj zaskoczonej. O tym, co się stało twojemu rodowi, do tej pory chodzą słuchy. Siedemset lat temu, teraz czy za kolejnych dwieście, historia o upadku największej szlacheckiej rodziny nieśmiertelnych tamtych czasów robi i będzie robić wrażenie, droga panno Vigee-Lebrun.
      Wampirzyca przełknęła ślinę i zacisnęła pięści.
      – Nauka na czyichś błędach to widać doskonała lekcja – zauważyła gorzko.
      – Nie nazwałbym błędem nadmiernego zaufania oraz miłości do własnego Nowonarodzonego.
      – A jak? – spytała, czując, że historia o tym, jak pozwoliła sobie na wyłączenie więzi sprawiającej, że miała władzę absolutną nad Nowonarodzonym, była przekazywana sobie z ust do ust jako przestroga dla młodszych pokoleń.
      – Słabością – odparł, dumnie się przy tym uśmiechając.
      – Czyli moje przypuszczenia, że prócz mnie i Arthura ktoś mógł przeżyć tamtą noc są słuszne? – spytała, zgrabnie omijając niewygodny dla niej temat.
      – Naprawdę myślisz, że cała wioska wieśniaków, nieważne jak wściekłych i żądnych zemsty, byłaby w stanie wybić parę setek nieśmiertelnych? – spytał z nie skrywaną kpiną w głosie. – O upadku Porte de Demons krąży wiele opowieści. Jedne są bardziej przerysowane, a inne opowiedziane zgodnie z prawdą. – Veronique z fascynacją słuchała wampira. – Najszczersze opowieści o początku klęski rodu Vigee-Lebrun, o wyłamywaniu głównej bramy, o deszczu lejącym się z nieba na parę kochanków stojącą na dziedzińcu opowiedzieli ci, którzy już na samym początku, gdy padł Armand, dali nogę.
      Veronique rozszerzyła oczy ze zdumienia. Próbowała przywołać wspomnienia sprzed siedmiu wieków. Nie musiała długo czekać. Od razu ujrzała Alexandra porwanego przez tłum. Rodziców walczących o życie, które zakończył ogień i ostrze miecza. Przypomniała sobie nawet ból, strach i rozczarowanie, gdy była zakleszczona w objęciach Lilith starającej się ją wyciągnąć z samego centrum rzezi. Przywołała obraz, gdy stały wysoko na murach, jak patrzyła w dół na płonące miasteczko. I wtedy to do niej dotarło: nim straciła przytomność, widziała, jak po skalistych murach wspinali się jej pobratymcy.
      – A to suka! – zaklął Kain.
      Siergiej, słysząc to, spojrzał z wyższością na rodzeństwo zrodzone z Pradawnej.
      – Lilith wam nie powiedziała? – spytał bez zaskoczenia. – Zapewniam was, że jeszcze wiele rzeczy o swej matce nie wiecie i pewnie wiele innych przed wami zataiła.
      – To się w głowie nie mieści – oburzyła się Veronique. – Jaki miała w tym cel? Czemu nie powiedziała prawdy?
      – Lilith jest najbardziej samolubną i egocentryczną personą, jaką przyszło mi kiedykolwiek spotkać – odparł Siergiej. – A ten, którego szukasz, Veronique – na dźwięk swojego imienia wampirzyca oprzytomniała – jest w Londynie.
      – Skąd wiesz, że przyszłam tu w sprawie Alexandra?
      – Bo sam o ciebie pytał dwa miesiące temu.
      – Ale wtedy mnie tu nie było.
      – To samo mu odpowiedziałem. Jednak był pewny na sto procent, że się w końcu zjawisz. Jak widać, nie mylił się. Musiał cię naprawdę bardzo dobrze znać lub nie zerwał łączącej was więzi emocjonalnej. Jeśli na coś ci się to przyda, to wiedz, że on nadal jest w mieście. Przez niego i jego grupę – to słowo niemal wypluł – mam wiele trupów do sprzątania – dodał, splatając dłonie na piersi. – A teraz idźcie już. Muszę pomówić z synem.

6 komentarzy:

  1. Hmmm. Lilith jest coraz bardziej zagmatwaną postacią, zastanawiam się co jeszcze ukrywa. Ciekawe jak będzie wyglądać spotkanie Aleksandra i Ver, bo coś mi się wydaje, że nie będzie słodkie. W końcu każda zaniedbana miłość zamienia się kiedyś w coś zupełnie innego, w najlepszym wypadku chłód.
    Pozdrawiam. Ada.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry rozdział ! <3 czy coś wydarzy się na spotkaniu Aleksandra i Ver ? coś czuję, że tak i myślę że nie skończy się najlepiej...
    chcę kolejny <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Chce wreszcie spotkanie Alexandra I Ver xd
    Swietny rozdzial ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ocena Twojego bloga została wykonana i opublikowana na Internetowym Spisie.
    Twoim ostatnim obowiązkiem - według naszego regulaminu - jest skomentowanie pracy oceniającej.
    Życzę miłego czytania oceny,
    CarolleOfficial.
    [internetowy-spis.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  5. O, już dobrnęłam do końca? Jakoś szybko mi to zleciało :o
    Pewnie z tysiąc razy już mówiłam, jak bardzo ubóstwiam Kaina, ale nie zaszkodzi powiedzieć tego i drugi raz. W ogóle podziwiam Cię za stworzenie takiej historii, bo w niej trzeba mieć wszystko zaplanowane od początku i nie można popełnić najmniejszego błędu w fabule, bo można się potem naprawdę pogubić. Twoje dialogi są imponująco wciągające, o fabule już nie będę nic mówić, bo zachwyca mnie. Swoją drogą to dziwię się, że Max jest tak posłuszny ojcu. Ja bym się mu postawiła, ale wiadomo, inny świat, inne zachowania oraz inne obyczaje. Musiałabym się do tego przyzwyczaić. Do tego Lilith, która ciągle ma coś do ukrycia. Że też Kain przez tyle czasu nie nauczył się czegoś w jej towarzystwie, pewnie ma jeszcze niejednego asa w rękawie. Alexander...nie mogę doczekać się ich spotkania, w ogóle jestem ciekawa jak się na siebie natknął. Veronique miała rację i niezmiernie się z tego cieszę, chociaż może to mieć ogromne skutki. Zarówno dla niej, jak i dla całej rasy.
    Dużo weny Ci życzę i czekam na 23.! :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,
    czyli Alexander żyje i to jest ta grupa z trojaczkami?
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń